Zaloguj się

Nie masz konta? Zarejestruj się


Szukaj pkt
pkt

Leszek Pułka z wizytą w Krakowie

Napisane 09.12.2011 przez Pułka ze smakiem w kategoriach: Kuchnia - smaczne wpisy, Różne - blogowo to i owo

Anglicy rozpaczają, bo ośrodek i stadion krakowskiego Hutnika są, ich zdaniem, wciąż w rozsypce. Nie ukrywam, że jadąc obwodnicą koło naszego stadionu odczułem dumę. Miasto nabrało naprawdę europejskiego charakteru. Sky Tower drapie niebo z niezwykłą swobodą, co widać po obfitości opadów, a sarny ciekawie przyglądają się strumieniowi aut, jakby to one były na safari.

Miałem przedstawić tour po wrocławskich kebabiarniach, bo i tak wszyscy, którzy przyjadą na Euro, na nie trafią, ale przypadek sprawił, że w kilka dni po ogłoszeniu dramatycznych tekstów w „The Sun” o ośrodku, gdzie ma trenować reprezentacja Anglii, pojechałem do Krakowa. Odnalazłem tu jedno z ciekawszych miejsc dla łasucha, więc stąd ten nagły sus na południe.

Autostrada jest prawie ok. Z Wrocławia do Galicji mimo ściany deszczu za mną i przede mną jechałem niespełna trzy godziny, a zatem, jeśli wrocławskie knajpy was znudzą, wystarczy zatankować i wio! Co prawda w krakowskim city jest trochę problemów z parkowaniem, ale gdzie ich nie ma. Natomiast Krakowianie przemili i ciekawscy. Co prawda każdy pokazywał nam inny kierunek, gdyśmy dopytywali, gdzie znajdziemy ten jedyny i prawdziwy Kazimierz, ale to pestka.

Tupiąc to tu, to tam w końcu dotarliśmy na ulicę Szeroką, bośmy strasznie głodni byli wrażeń i kuchni żydowskiej, której u nas ani du du. Gdyby nas ktoś oglądał z kosmosu, zapewne by się zdziwił, bośmy po drodze zawadzili aż o kładkę na Wiśle i jazzową Drukarnię, ale powrót do centrum miał swoje miłe strony.

Oto odnalazłem dwie knajpki, jakich we Wrocławiu jednak nie uświadczysz. Marchewka Z Groszkiem przy Mostowej to granica Kazimierza, Dawno Temu Na Kazimierzu – jego serce. Sam Kazimierz jest bardzo dziwny. Dopiero tu docenicie europejskość Wrocławia, jego mieszczańską wyniosłość i niemal teatralną dekoracyjność. Jakby nie patrzeć XIX-wieczny Kraków to maleńkie, galicyjskie miasteczko przy naszych niemal berlińskich proporcjach.

Jeszcze jedna pieszczota dla naszych władz – Rynek rynkiem, ale jednak naprawdę wiele kamienic nabrało rumieńców i urody. Kraków je, gdy zniszczeją, po prostu zamyka, zabija okna, ogradza siatkami, by tynk nie leciał wam na głowę i wszystko. Wieczorem wiele domów albo przypomina obrazy Beksińskiego, albo łuszczy się liszajami ponurego światła, bo i wnętrza, które widać z ulicy, jakieś smutne takie, zaniedbane.

Marchewka Z Groszkiem, ni to stylizowany lokal ni graciarnia, ma opinie mocno zmieszane, ale panienka w sklepie z alkoholami gorąco polecała. Albo mieliśmy szczęście, albo się zmieniło na plus. Moje pierogi ruskie ze skwarkami były po prostu wybitne. Miały ładny, domowy kształt i farsz, który zauroczył mnie totalnie – być może  z powodu tego słoninkowego tła. Ale do kufla cieszyńskiego Brackiego z pianką – sycąca rewelacja.

Pieczeń wołowa w sosie chrzanowym była o półkę niżej – bo część wołowiny twardawa i ziemniaki nieco przesolone. Ale że cena bezbolesna, nie marudzę. Zachwyciła mnie za to szuba, czyli ukraińska sałatka na przekąskę: warstwa ziemniaków, warstwa śledzi z cebulką, warstwa buraczków drobno startych i na wierzchu warstwa jajecznych drobin. Po prostu pycha i pełna paleta kolorów. I ciągle z tym wyrafinowanym piwem w tle! Ach! Tak było u nas w dawnej knajpce Majewskiego przy Trzebnickiej. Stare stoły, ciasne wnętrze i świetni kelnerzy do tego chrzanowego sosu!

Obrzeża Kazimierza wydały mi się karykaturą Florencji. Podobne proporcje pokracznie nadbudowanych balkonów i przybudówek. Królestwo ciemnych oficyn. Krzywe bramy otwarte na oścież. Podobne tajemnicze sklepiki i stragany. Tu lutnik, tam ślusarz, tu sprzedawca bajgli. I dziesiątki sklepów z butami. I kościoły ciasno wmurowane pomiędzy kamienice jak ten nasz przy św. Antoniego. Aż brak tchu.

Bulwary nad Wisłą wąziutkie. I tylko knajpek tyle, że przecieracie oczy. Włoskie, arabskie, japońskie, polskie, żydowskie. Szaleństwo! Dopiero sama Szeroka zdumiała mnie rozległością. Takiej ulicy nie mamy, odkąd Nowy Targ to pusty, kamienny plac. Kamienice nanizane na trotuarze w ciasny naszyjnik i szyldy, szyldy, szyldy. W tym ten najsmaczniejszy: Dawno Temu Na Kazimierzu i okropny, pretensjonalny Ariel.

Ariela zmilczę, bo żenada kulinarna. Zupa berdyczowska, czyli paprykowo-cynamonowa polewka na wołowinie smakowała jak wygotowany stary sweter i tak wyglądała. Kelner z włosami sklejonymi brylantyną kiwał się w drzwiach niczym rozmodlony Żyd nad grobem cadyka. Ale w całości to poziom nowel Konopnickiej, a nie „Lalki” Prusa. Nie chodźcie tam, chyba że ktoś wam stawia.

Za to Dawno Temu to cymes. Knajpka utworzona z kilku połączonych sklepików – skład towarów różnych Chajima Kohana, krawiec Szymon Kac, stolarnia Banjamina Holzera, spożywczy Stanisława Nowaka złączyły się we wnętrze ciasne, długaśne, naznaczone śladem dawnych ścian niczym pierścieniami ciemno-czerwonej, ceglanej gąsienicy i pozastawiane stosownymi meblami – krzesłami z epoki, ładnymi stołami a nawet stołem stolarskim, przy którym siedliśmy.

Usiedliśmy, bo miła panna odstawiła dla nas kartkę z napisem „rezerwacja”. – Mają państwo półtorej godziny – rzekła z uśmiechem. I przez ten czas tak długo tasowała innych gości, aż znalazła wolny stolik dla tych rezerwujących przed nami, a nas pozostawiła przy meblu stolarskim, który przypadł nam do gustu, bośmy tu przycupnęli jak u Pana Boga za piecem. Niezwykłe doświadczenie.

Było jak w „Sklepach cynamonowych” Schulza. Nad głową krzesła i koń na biegunach. Światła tyle, co ze świec. Klezmerzy przy drzwiach głównych biribimbowali pogodnie na akordeonie i klawiszach. Panna w czerniach była po prostu cudna. Brunetka w pięknie skrojonej bluzce przypominała muzy egzystencjalistów w stylu Juliette Greco. Ale niezwykły uśmiech i gibkie ciało fraszka!

Oto sposób, w jaki nakrywała i podawała, przypomniał mi po prostu spektakl baletowy Piny Bausch. Przy takim serwisie trochę wszystko jedno, co zjemy. Menu w Dawno Temu jest dość krótkie. Gicz jagnięca do pieczonych ziemniaków, kapustki na gęsto i buraczków była krucha, lecz jak dla mnie zbyt mocno skąpana w tłuszczu. Nie wiem po co, bo przecież jagnięcina to chude mięso. Ale miodowy smak, aksamitna kapusta i łagodne buraczki niemal domowe. Talerz sążnisty, rachunek raczej też, ale wart grzechu.

Posmakował nam barszcz czerwony, który tu podają w osobnym dzbanku, z uszkami. Panna dopiero pod waszym dziobem nalewa barszczu, ile chcecie. Bardzo lekki, klarowny, smaczny. Uszka domowe. Oprócz niezłych merlotów gruzińskich i izraelskich spróbujcie koniecznie paschy. Poproście bez bitej śmietany, bo przemysłowa. Za to ciasto wybitnie smakowite, wręcz niezwykłe – zapach dzieciństwa jak w bajce.

Dodam jeszcze, że tour zakończyliśmy w Chimerze przy św. Anny. Sama restauracja od mojej ostatniej wizyty zmieniła się mocno, bo bar sałatkowy powędrował na górę, między bramę a oficyny, a knajpa na dół – do piwnic. Kelnerki sprawne, miłe, uczynne, u nas rzadkość. Zupa borowikowa – świetna. Schab z kołderką z pomidorów i papryki – znakomity. Cieniuteńkie jak opłatek ciasto dyniowe okryte bladym płatkiem masy budyniowej – genialne i niepowtarzalne.

Siedzielibyśmy w tym Krakowie bez końca, ale lękaliśmy się, że nie przeciśniemy się przez drzwi do wnętrza auta. Wracaliśmy długo rozprawiając o grodzie Kraka. Różni nas bardzo wiele, najbardziej fakt, że nie ma u nas prawdziwie żydowskich restauracji, na które można by popsioczyć, jak to robią Krakusy.

Za to synagogę mamy piękniejszą, choć jedyną! A zatem mimo wszystko nie przenoście nam Wrocławia do Krakowa – śpiewam cichutko, lecz przekonany! Kebab jakoś wytrzymamy!

Leszek Pułka

Marchewka z Groszkiem
ul. Mostowa 2 (na krakowskim Kazimierzu)
Codziennie od 10.00 do 22.00

Dawno Temu Na Kazimierzu
ul. Szeroka 1 (na krakowskim Kazimierzu)
Tel. (12) 421 07 76

Chimera
Restauracja "Chimera"
ul. Św. Anny 3 (Kraków)



PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE


Pułka ze smakiem

  • Mężczyzna
  • Ostatnio zalogowany: 28.10.2011

Opis

Najlepsze kulinarne pióro Wrocławia, Leszek Pułka, znów odwiedza restauracje, by dzielić się z Tobą wrażeniami. Już wiesz, gdzie jutro zjesz?