
To może być hit większy niż „Włatcy móch”, bo nie trzeba będzie go oglądać konspiracyjnie, w tajemnicy przed rodzicami wydzierającymi sobie resztki włosów z głowy na sygnał zapowiadający serial, w którym gwałci się reguły polszczyzny, używa brzydkich słów i poniewiera nauczycielami.
Bo „Kreskostoria”, czyli historia Polski według twórców kultowych „Włatcóf…”, która profesora Bladaczkę (tego z „Ferdydurke”, którego Słowacki zachwyca, choć ucznia Gałkiewicza nie zachwyca) doprowadziłby na pewno do obłędu, w naszych postmodernistycznych czasach ani chybi zostanie zakwalifikowana jako pomoc szkolna.

Na razie we wrocławskim studio rysunkowym Xantus powstał pierwszy odcinek – „Gdzie jest krzyż”, czyli opowieść o początkach państwa polskiego. „Chrzest Polski w 966 roku był jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach naszego kraju, ale my teraz nie będziemy się zajmować takimi pierdołami” – mówi narrator „Kreskostorii” Marek Kondrat. Ważniejsza była zamiana przez księcia Mieszka siedmiu „niezłych Laszek”, których wcześniej „zażywał”, na jedną Czeszkę. Co prawda sfrustrowaną starą pannę, ale na szczęście nie taki „megapasztet” jak obawiał się książę, bo „bufory i te sprawy” miała w porządku, a w dodatku własny krucyfiks. Czy była w stanie Mieszkowi zastąpić tamtych siedem żon, można się tylko domyślać, ale król nie zawsze może robić to na co ma ochotę. Ostatecznie wyszło na to, że zostaliśmy na kolejnych tysiąc lat chrześcijanami, bo Mieszko odstawiony od siedmiu łóżek, zgodziłby się za „tiru-miru” na wszystko, a nie tylko jakiś głupi chrzest!
Pierwszy odcinek jest niezły, więc prawdopodobnie bliski jest dzień, gdy nauczyciele, ku uciesze uczniów, a własnemu świętemu spokojowi, będą „Kreskostorię” puszczać na lekcjach, gnębiąc autorów o kolejne kawałki. W których – zgaduję – dwunastoletnia królewna Jadwiga, zamiast w cnocie czekać na prawie trzy razy starszego Jagiełłę, będzie figlować w krzakach z piętnastoletnim Wilhelmem Hohenzollernem, Stefan Batory będzie uciekał pod Psków przed miłosnymi chuciami starawej Anny Jagiellonki, nie mówiąc już o okolicznościach, w jakich Jan III Sobieski złapał chorobę weneryczną.

Historycy, którzy zostali zatrudnieni jako konsultanci zapewniają, że wszystko w „Kreskostorii” wydarzyło się naprawdę, tylko że nie mówiono o tym głośno w szkole. Jak choćby o tym, że cudzołożników przybijano do mostów za mosznę. „Za jaja, za jaja” – wrzeszczy w kreskówce tłum przyglądający się wieszaniu zdrajcy.
Polska historia poczynając od wieków średnich, a kończąc na współczesności pełna jest świństw, zbrodni, gwałtów, głupoty, okrucieństwa i seksu we wszystkich jego odmianach. Nie odbiega pod tym względem ani trochę od europejskiej przeciętnej. Nasi przodkowie nie byli ani bardziej szlachetni, odważni i mądrzejsi niż inni, ale też nie byli jakoś szczególnie głupsi, bardziej podli i tchórzliwi. Byli po prostu „nasi”, i to jest podstawowy powód, żeby się nimi zainteresować. Opowieści o narodzie wybranym (bardziej nawet niż Żydzi!), którzy zaszedłby w swej wielkości znacznie wyżej, gdyby nie złośliwość Pana Boga – w końcu nie musiał nas pakować akurat między Rosję a Niemcy – brzmią dobrze, ale uwierzyć w nie mogą tylko wyznawcy hasła „Polska Siła”.

Da się natomiast opowiadać o polskiej historii pasjonująco, zabawnie, bez zadęcia, z nadzieją jednak, że w głowach oglądających zostanie trochę więcej niż to, że królowie chlali i puszczali bąki, królowe były dziwkami i kretynkami, a biskupi grzeszyli myślą, mową, a najchętniej uczynkiem. Tak pisał już o dziejach Polski Stefan Wiechecki w „Helenie w stroju niedbałem, czyli królewskich opowieściach pana Piecyka”. Wszystko w tej książce też jest prawdziwe (a przynajmniej prawdopodobne!), a czyta się to jak najlepszą powieść Sapkowskiego. I pierwszy odcinek „Kreskostorii” też bardzo po wiechowsku serial zapowiada, co proszę potraktować jako naprawdę duży komplement.
Nie będę ukrywał, że nigdy nie byłem fanem „Włatcóf móch”. Nie moja bajka, nie moje poczucie humoru, nie moja wreszcie estetyka. Nie śmieszą mnie dowcipy o kupie (takie pytanie nie bez powodu w „Kreskostorii” pada i wolałbym, żeby takich akurat żartów nie było, ale trudno), żenuje akceptacja dla wulgarnego języka i zachowań zwyczajnie głupich. Żenuje zwłaszcza wtedy, gdy nie wiem, czemu poza wywoływaniem rechotu ma służyć. W „Kreskostorii” po pierwsze jest tego mniej, a po drugie ma to uzasadnienie i jeśli okaże się, że dzięki serialowi historyczna ignorancja Polaków się zmniejszy, to – mówiąc najkrócej – skórka warta będzie wyprawki.

Na razie wiadomo już, że aktorów zatrudniono z najwyższej półki, w dodatku dobierając ich tak, żeby zaspokoić potrzeby różnych pokoleń. Jest więc Marek Kondrat jako narrator, jest Borys Szyc jako Zakała, postać, która będzie przewija się przez całe dzieje Polski, jest Przemek Bluszcz jako Mieszko I. A oprócz nich aktorzy wrocławscy: Maciej Tomaszewski, Adam Cywka, Elżbieta Golińska, Beata Rakowska (jako Dobrawa). I postaci, których imiona same mówią za siebie, jak Cenomira i Biznesław, prowadzący gospodarstwo agroturystyczne.
Serial zaplanowany jest na 26 odcinków po 25 minut każdy, pierwszych trzynaście jeszcze w tym roku, druga seria w roku 2013. W kolejnych - to już zapowiedź twórców – pojawią się m.in. Bolesław Śmiały, czyli pierwszy gej na polskim tronie, Gall Anonim, który nie był ani Galem ani Anonimem, oczywiście bitwa pod Grunwaldem i atak śmiechu Wielkiego Mistrza von Jungingena na widok wilczych dołów ... A zakończy się wszystko Okrągłym Stołem.

A jak się uda, to autorzy będą mogli od razu przystąpić do produkcji kolejnych części. Może być ciekawie, zwłaszcza jak dojdą do katastrofy smoleńskiej i ośmieszenia przez hakerów z grupy Anonymous administratorów rządowych serwerów.
Mariusz Urbanek
„Kreskostoria Polski”, reżyseria i scenariusz Bartek Kędzierski, pomysł Przemysław Kruszyński, produkcja Xantus Animation Studio. Filmy będą dostępne w Internecie, trwają też negocjacje z zainteresowanymi telewizjami
Kadry z filmu „Gdzie jest krzyż?” / Xantus Animation Studio






Wyślij wiadomość