Zaloguj się

Nie masz konta? Zarejestruj się


Szukaj pkt
pkt

Mariusz Urbanek: Zbuduj sobie Halę Stulecia

Napisane 21.02.2012 przez Kulturożerca w kategoriach: Kultura - ą ę w kulturę, Różne - blogowo to i owo

 
Wybudowano ją w ciągu niespełna dwóch lat kosztem 1,8 miliona marek. Była wówczas największą na świecie budowlą powstałą w technice lanego żelazobetonu. Sama tylko kopuła Hali (wysokiej na 42 m), ma średnicę 67 metrów (była w 1913 roku największa od czasu budowy Panteonu w Rzymie). W 2006 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, jako jedno z najważniejszych dzieł architektury XX wieku i dowód nieograniczonych zdolności ludzkiego umysłu i talentu. 
 
Od tygodnia, dzięki wystawie w Centrum Poznawczym Hali (nazwa niestety pozbawiona wdzięku, ale wystawa to rekompensuje), zwiedzający mogą odbyć wyprawę w przeszłość. Dzięki technice 3D, komputerowym wizualizacjom, dotykowym ekranom, każdy może sam zbudować sobie Halę, dowiedzieć się, jakie towarzyszyły temu emocje, wziąć udział w Wystawie Ziem Odzyskanych w 1948 roku, odbyć podróż w czasie i przestrzeni. 
 
Hala – „narodowy pomnik na południowym wschodzie naszej ojczyzny”, jak o niej pisano, miała po wsze czasy upamiętnić ogłoszoną w 1813 roku we Wrocławiu odezwę „Do mojego ludu”, w której cesarz Fryderyk Wilhelm III wzywał Niemców do walki (jak się okazało zwycięskiej) z Napoleonem. Ale bryła Hali nie wzbudziła wśród wrocławian entuzjazmu, choć niemal wszystko w niej było naj... Firma Sauer z Frankfurtu wyposażyła ją w największe wówczas na świecie organy, złożone z 16 706 piszczałek (to, co zostało po zniszczonych w czasie wojny organów znajdują się obecnie w katedrze wrocławskiej). Otwarcie uświetniło wykonanie VIII symfonii Gustawa Mahlera z udziałem liczącego tysiąc osób chóru (wysłuchało jej dziesięć tysięcy ludzi) oraz inscenizacja napisanego specjalnie na wystawę patriotycznego dramatu Gerharta Hauptmanna „Festspiel in Deutschen Reimen”.
 
 
Jak Hala powstawała, jak skomplikowanym technicznie była przedsięwzięciem można przekonać się oglądając zrealizowany w technice 3D film pokazujący dwa lata jej budowy w dwuminutowej pigułce. Przemieszczające się wokół placu budowy na ułożonych w okrąg szynach platformy, pozwalały stopniowo wznosić budowlę z nachylających się ku sobie, splatających się w coraz drobniejsze wzory betonowych żeber, które w efekcie wyglądają tak, jakby robione były najdrobniejszym szydełkiem. To, jak misterną, wręcz koronkową konstrukcją jest plątanina żelbetonowych ramion, wsporników, łuków i wysięgników, potwierdza pokaz tzw. wideo-mappingu, czyli efektowne widowisko światło-dźwięk autorstwa belgijskiej grupy AntiVJ, która robiła już podobne projekty w wielu innych słynnych miejscach na świecie. Pulsujące w rytm industrialnej muzyki światła po kolei wydobywają z mroku elementy konstrukcyjne Hali. Narastający dźwięk jak w filmach grozy „wznosi” kolejne piętra. Tak właśnie, poprzez dopasowywanie kolejnych części puzzli, musiał powstawać projekt na desce kreślarskiej Maxa Berga, kiedy architekt planował budowę gigantycznej kopuły nad głowami kilkunastu tysięcy ludzi. 
 
 
Wystawa w Centrum spełnia wszystkie wymogi edukacyjne i poznawcze stawiane podobnym ekspozycjom. Zwiedzający otrzymują zarówno wiedzę na temat Wrocławia z przełomu XIX i XX wieku, innych światowych dzieł, które mogą być porównywane z Halą (zestawiono obok siebie modele Hali i Panteonu), poznają tandem architektonicznych geniuszy, czyli Maxa Berga, twórcę Hali oraz Hansa Poelziga, budowniczego Pawilonu Czterech Kopuł oraz projektanta terenów wystawowych, dowiadują się, jakim kolejnym architektonicznym wydarzeniem była wystawa WuWa i to co po niej zostało, czyli budynki mieszczące się nieopodal Hali w kwartale ulic: Kopernika, Wróblewskiego, Tramwajowej, Dembowskiego i Zielonego Dębu. Ale nawet ta z pozoru banalna wiedza prezentowana jest atrakcyjnie i nowocześnie. Informacji szuka się w migocących szufladach, bibliotecznych katalogach pełnych fiszek, w zawieszonych na kawiarnianych wieszakach gazet z epoki.
 
 
Jednak najbardziej działa na wyobraźnię to, co pozwala poczuć się uczestnikiem tamtych wydarzeń. Fantastyczny jest pomysł przypomnienia awantur, jakie toczono na posiedzeniu rady miejskiej Breslau, czy w ogóle jest sens, żeby „coś tak szkaradnego” jak Hala w ogóle budować. Po podniesieniu słuchawki starego telefonu i dotknięciu ekranu można usłyszeć przemówienie nadburmistrza Georga Bendera przekonującego radnych, że budowla będzie magnesem przyciągającym turystów i emocjonalną odpowiedź radnego Fillborna, że nigdzie na świecie nie organizuje się wystaw tak wielkich, by mogły wypełnić to monstrum, które ma zostać wybudowane za miliony marek.
 
W innym miejscu można posłuchać fugi d-moll Jana Sebastiana Bacha granej 80 lat temu w Hali. A na specjalnym urządzeniu imitującym i przypominającym olbrzymie organy można zagrać (a jak kto nie umie, to najpierw nauczyć się grać!) utwory organowe Bacha, Mendelsohna i Wagnera. 
 
 
Takich interaktywnych, wciągających w pasjonującą przeszłość miejsc jest znacznie więcej. Manipulując kartką papieru można dokładnie obejrzeć: z przodu, z tyłu, z góry budynki WuWy. Można palcem „czytać” mapę Wrocławia, wydobywając z najdrobniejszych zakątków na ekran zabytki i cudowne miejsca. Można posłuchać pasjonującej opowieści jedynego oficjalnego fotoreportera tzw. Wystawy Ziem Odzyskanych w 1948 roku, która dla dzisiejszych użytkowników Internetu może brzmieć jak opowieść o Żelaznym Wilku. Można, można, można… Hala Stulecia to kawał historii miasta, działy się w niej rzeczy fascynujące, a wpisanie na listę UNESCO (w Polsce takich miejsc jest zaledwie 13) powoduje, że będzie stałym punktem na trasie turystów. Dobrze, że dostaną nowoczesną, pasjonującą opowieść, która pozwoli im lepiej pojąć z jakim cudem architektury mają do czynienia. 
 
Trochę tylko żal, że w swojej opowieści o historii Hali twórcy wystawy zatrzymali się na roku 1948, czyli momencie, od którego rozpoczęła ona nowe życie w nowej Polsce. Myślę, że równie atrakcyjnie jak głos nadburmistrza Bendera, zabrzmiałby po podniesieniu kolejnej słuchawki telefonu, albo położeniu ramienia adaptera na czarnej płycie (choćby wirtualnej), śpiew boskiej Marleny Dietrich, piosenka, również występującego w Hali, Leonarda Cohena, przesłanie Jana Pawła II czy Dalajlamy. A na ekranie mógłby znaleźć się zapis walki Andrzeja Gołoty, wtedy jeszcze „wielkiej nadziei białych”, z Timem Witherspoonem, kiedy na widowni zasiadła cała polska mafia ze słynnym Pershingiem na czele. 
 
Hala w ciągu ostatnich stu lat wielokrotnie była świadkiem wielkiej (i tej mniejszej) historii Wrocławia. Warto o tym opowiadać.
 
Mariusz Urbanek
 
Zdjęcia Dawid Frik i Paweł Kozioł / Hala Stulecia 
 



PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE


Kulturożerca

  • Mężczyzna
  • Ostatnio zalogowany: 26.09.2011

Opis

Gdzie bywać, by kultura naprawdę smakowała? Mariusz Urbanek opowie Ci, co kulturalnego dzieje się w mieście.