Innsbruck zadowolony z Rosjan
Co nowego w drodze do Euro
Na grupowe mecze reprezentacji Rosji podczas UEFA Euro 2008 do Innsbrucka przyjechało około 8 tysięcy kibiców „Sbornej”. Wydali dużo pieniędzy. Wywiad z Michaelem Bielowskim, szefem przygotowań austriackiego miasta do turnieju.
Michael Bielowski, obecnie dyrektor zarządzający kompleksu sportowo-rozrywkowego „Olympia World”, przestrzega jednak, że kibiców – zarówno z Rosji, Hiszpanii i Szwecji – interesowały głównie mecze i imprezy. Instytucje kultury i pobliskie szlaki turystyczne raczej omijali. Ponadto w rozmowie z Wroclove2012.com mówi o tyrolskich bazach treningowych, z których skorzystali m.in. Czesi, Strefie Kibica zlokalizowanej przy słynnej skoczni narciarskiej, i decyzji o zmniejszeniu pojemności stadionu po piłkarskich mistrzostwach Europy.
Wroclove 2012: Podczas UEFA Euro 2008 w Innsbrucku odbyły się trzy mecze grupowe. Zagrały tam reprezentacje Hiszpanii, Szwecji i – podobnie jak będzie to mieć miejsce za pół roku we Wrocławiu – Rosji. Jakie były doświadczenia miasta, jeśli chodzi o goszczenie kibiców zza granicy, a w szczególności z Rosji?
Michael Bielowski: Mieliśmy bardzo dobre doświadczenia, jeśli chodzi o rosyjskich kibiców - stworzyli oni świetną atmosferę. Nie było ich tak dużo jak Szwedów czy Hiszpanów, ale wynikało to z tego, że by wjechać do Austrii potrzebowali wizy. Warto podkreślić, że fani ze wszystkich krajów przyjechali na mecze i imprezę - nie byli zainteresowani kulturą czy turystyką. My przygotowaliśmy wiele propozycji spędzenia wolnego czasu, ale oni nie chcieli z nich korzystać. To było zresztą doświadczenie nie tylko Innsbrucka, ale także innych miast goszczących Euro 2008, a wcześniej piłkarskie mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 roku. Wracając do Innsbrucka, szwedzcy kibice zostali w mieście dłużej, niż ich drużyna. To samo dotyczyło Hiszpanów i w pewnej mierze Rosjan. Jednym z czynników zachęcających do pozostania w przypadku Skandynawów była cena alkoholu.
- Szwedów przyjechało 30 tysięcy. Ilu było Hiszpanów i Rosjan?
- Hiszpanów około 25 tysięcy, Rosjan – około 8 tysięcy.
- A czy kibice „Sbornej” rzeczywiście wydają najwięcej pieniędzy ze wszystkich? Wczoraj podczas jednej z prezentacji usłyszeliśmy, że nawet 10 razy więcej, niż Niemcy.
- Przyjeżdżają tutaj z rodzinami i rzeczywiście zostawiają sporo pieniędzy.
- Jednym z miejsc gdzie mogą to zrobić jest Strefa Kibica. We Wrocławiu ta oficjalna ma być w Rynku, w Innsbrucku zlokalizowana była na terenie przy skoczni narciarskiej znanej kibicom z „Turnieju Czterech Skoczni”. Ale była też druga.
- W ścisłym centrum, na starówce, była zlokalizowana nieoficjalna strefa. W sumie z obydwu skorzystało w Innsbrucku około 400 tysięcy kibiców. Najwięcej, bo około 60 tysięcy, w dni, gdy mecze odbywały się w Innsbrucku oraz podczas półfinałów i finału. Fani przyjeżdżali z różnych krajów, nawet z Brazylii czy Argentyny, bo prowadziliśmy specjalne programy i kampanie internetowe. W sumie jednak kibice drużyn, które grały w Innsbrucku podczas Euro, stanowili około 60 procent wszystkich fanów zza granicy.
- Do Tyrolu przyjechali nie tylko kibice. Reprezentacje narodowe wybrały ten region jako miejsce na swoje centra pobytowe. Tak zrobili m.in. Czesi, którzy teraz, przed Euro 2012, zainteresowani są bazą we Wrocławiu.
- Czesi, choć swoje mecze rozgrywali w Szwajcarii, mieli swoją bazę w Seefeld, około 25 kilometrów od Innsbruka. Ponadto w Stubaiu – około 20 kilometrów od miasta – zamieszkali Hiszpanie, a nieco dalej, ale także w Tyrolu – Rosjanie. Zresztą Hiszpanie być może wrócą do nas jeszcze przed Euro 2012.
- A jak z dzisiejszej perspektywy ocenia pan decyzję o zmniejszeniu pojemności stadionu w Innsbrucku z 30 do 17 tysięcy po piłkarskich mistrzostwach Europy?
- To była bardzo dobra decyzja, bo właśnie taki stadion w mieście tej wielkości ma rację bytu (Innsbruck liczy ok. 120 tysięcy mieszkańców – przyp. red.). Na Tivoli Neu wciąż mogą odbywać się mecze międzynarodowe – dwa sparingi w trakcie przygotowań do mistrzostw świata w RPA rozegrała u nas reprezentacja Hiszpanii. Poza tym na stadionie gra jeszcze m.in. pierwszoligowy klub – Wacker Innsbruck oraz bardzo dobra drużyna futbolu amerykańskiego.
- A jak podsumowałby pan wpływ Euro 2008 na Innsbruck i Tyrol po ponad 3 latach od zakończenia mistrzostw?
- Wpływ był ogromny. Chodzi z jednej strony o wiele nowych inwestycji, które nie powstałyby, gdyby nie Euro, z drugiej zaś o szansę zaprezentowania miasta i regionu osobom, które w innym przypadku by tutaj nie przyjechały. Jesteśmy bowiem znani ze sportów zimowych, gór, terenów wspinaczkowych, ale nie z piłki nożnej. A kibice futbolu to zupełnie inna grupa turystów, którą mamy nadzieję, zainteresowaliśmy naszym krajem. Potwierdzają to zresztą liczby – od 2008 roku turystów wciąż przybywa.
Rozmawiał: Przemek Pozowski
Dodano: 08.12.2011
Tagi: Innsbruck, Michael Bielowski, UEFA Euro 2012 TM, Wrocław
Podobne artykuły

Świecący punkt w przestrzeni
Euro dla zaradnych
Ukraina: Nie wszyscy żyją Euro
Portugalska przestroga
40 tysięcy kibiców na wrocławskim Rynku
