Zaloguj się

Nie masz konta? Zarejestruj się


Szukaj pkt
pkt

Zdzisław Smektała: Cezanne versus Dutkiewicz!?

 
Zimowy Raptularz Zdzisława Smektały
 
Czwartek, 9 dzień lutego 2012
 
Wroclovianie proszę o wnikliwe przeczytanie!
 
To dla mnie coraz bardziej niewiarygodne, że za marne, krótkie, równe cztery miesiące rozpocznie się we Wrocławiu EURO. Warszawski blamaż z odwołaniem meczu o superpuchar - pomiędzy Legią a Wisłą - pokazuje jakie jeszcze niespodzianki czekają na nas za piłkarskim węgłem. 
 
Oto na przykład sczezła chwacka myśl, że do miast gospodarzy EURO prowadzić będą wygodne drogi ekspresowe. Nie będzie – niestety – ani jednej drogi w obiecanym wymiarze i właściwym stanie technicznym. Wprawdzie odpowiedzialny za transport minister Sławomir Nowak gaworzył jak dziecko, że na EURO nie grają drogi tylko stadiony.  
 
Faktycznie. Mamy cztery prawie skończone mistrzowskie stadiony. I te pozbawiane wciąż usterek stadiony to dla mnie lokomotywy setek innych bytów. Dzięki którym Polska zbliżyła się do Europy szybko, nadspodziewanie skutecznie. Rozpoczęte drogi kiedyś przecież zostaną skończone. Przybyło w kraju 30 procent hotelowych miejsc. Miasta zmieniły fasady, zmieniają wygląd ulice. Centra oplatają je obwodnice. 
 
Te 270 zaledwie minut europejskiego futbolu we Wrocławiu bardzo zmieniły nasze i tak crazy miasteczko. Zmieniły nie do poznania. 
 
 
Krytykowany koszt budowy Miejskiego Stadionu wygląda zupełnie znośnie w otoczeniu innych wrocławskich wydatków. Zresztą cena jest zawsze wypadkową interesu, chciejstwa nabywcy, interesu inwestora. 
 
Na pewno wiecie, że za porównywalne pieniądze wydane na nasz 40-tysięczny sportowy obiekt pewna rodzinka – chodząca po mieście w udrapowanych białych prześcieradłach –  kupiła olejny obrazek, który można nosić pod pachą, trzymać w standardowej szafie, w wiklinowym koszu!?
 
Tak właśnie! 
 
Obraz „Gracze w karty” (Les Joueurs de Cartes) impresjonisty Paula Cezanne'a namalowany w roku 1892 (mija równe 120 lat) nabyła za bankowe bilety rodzina królewska z Kataru. 
 
Za skrawek farbami pomazanego materiału zapłaciła 159 milionów brytyjskich funtów, czyli nieco ponad 250 milionów dolarów! Od kogo kupiła ów obraz? Od handlarza dziełami sztuki, menadżera Georgisa Embiricosa, obywatela zbankrutowanej Grecji, której umięśnieni hoplici za te cztery miesiące wybiegną na boisko we Wrocławiu.
 
 
A kto namalował ten hazardowy karciarski obrazek? 
 
Geniusz Prowincji (tak go nazwali krytycy), żyjący w latach 1839-1906 Paul Cezanne. 
 
Syn bogatego krojczego kapeluszy. Podobnie jak filozof Immanuel Kant z Królewca sztalugowy malarz Paul Cezanne całe niemal życie bytował w mieście Aix-en-Provence (Prowansja). Tam też jesienią 1906 roku dopadła go na łące burza (namalował wiele pejzaży), malarz zachorował i odszedł od nas na zator płuc.
 
Dzisiaj za obraz, który tutaj prezentuję wśród innych, kosztuje tyle niemal ile miasto nasze zabuli niemieckiej firmie za Stadion Miejski, czyli Czapkę Taliba. 
 
Cena „Grających w karty” podniesie wartość innych obrazów, będzie punktem odniesienia dla innych wielkich aukcji. To przewartościuje całokształt artystycznego rynku, inwestycji w rynek sztuki.  Skrawki zamalowanego materiału będą w niepewnych czasach cenniejsze od wielkich budowli.
 
 
Wiem – w tej chwili spienię Prawdziwych Kibiców. Pewne jednak jest, że olejny obraz można zawinąć w szary pakowy papier. I całość – w oczekiwaniu na lepsze czasy – wrzucić do pawlacza. 
 
A do wycenionych na podobną (jak obrazy) kwotę stadionów trzeba każdego roku dokładać kilka, kilkanaście milionów złotych.
 
 
Powątpiewacie? Oto sztych malowany słowami prawdy, faktów.
 
Wszyscy dotychczasowi operatorzy polskich stadionów EURO 2012 zostali lub zostaną zmienieni na innych. Dlaczego? Miasta dysponujące tymi sportowymi obiektami nie są zadowolone z marketingowych, biznesowych działań operatorów. 
 
Zacznijmy do Wrocławia. 
 
Amerykańska firma SMG odda zawiadywanie stadionem w Maślicach. Zajmie się tym miasto. Zdaniem magistrackich urzędników zbyt słabo sprzedaje handlową powierzchnię stadionu, loże, miejsca vipowskie, firma nie znalazła sponsora głównej nazwy obiektu. Duże spektakularne imprezy z Georgem Michaelem są OK. 
 
Ale zostaje jeszcze codzienna rzeczywistość, poniedziałek i wtorek. 
 
Miało być zawarte w umowie 12 lat szczęśliwości. Małżeństwo kończy się po 2 latach. 
 
W planach są wprawdzie na 2012 rok trzy koncerty światowych gwiazd, samochodowe wyścigi, ale już czuje się ten rozwód. Obiecaną Madonnę podprowadziła Warszawa. Jak będzie z wciąż ogłaszaną Metallicą do końca nie wiadomo.
 
 
Podobnie – a nawet gorzej – jest w Gdańsku. 
 
Tam rysuje się otwarty konflikt. Paweł Adamowicz w autorskim blogu, w lokalnej prasie, silnie skrytykował działalność klubu piłkarskiego Lechia Gdańsk i spółki Lechia Operator. Prezydent Gdańska zagroził rozwiązaniem zawartej na 10 lat umowy dzierżawy tego stadionu. 
 
- Efekt świeżości i wielkiego zainteresowania mieszkańców Metropolii Gdańskiej został zaprzepaszczony. Nie sięgnięto do bogatych doświadczeń pracowników spółki BIEG czy Ergo Areny. Niewynajęte loże, świecące pustakami miejsca biznesowe, brak współpracy z agencjami artystycznymi, kompletny brak pomysłu na wylansowanie PGE Areny Gdańsk na rynku show biznesu to tylko niektóre przykłady zaniechań – krytykował Adamowicz. Chwalił przy tym działalność wrocławskiego operatora.
 
Lecz pewnie nie sprawdził tego u źródła, u prezydenta Dutkiewicza.
 
 
Teraz stolica Pyrlandii.
 
Nowy operator Stadionu Miejskiego w Poznaniu działa od kilku miesięcy. Jest nim – przez najbliższe 20 lat (?) – Konsorcjum Marcelin Management i KKS Lech Poznań. 
 
Ma płacić miastu co roku 3,1 mln złotych czynszu stałego oraz czynsz zmienny w wysokości 7,5 proc. wpływów z dnia meczowego. Także 30 procent opłat rocznych ze sprzedaży praw do nazwy obiektu, jednak nie mniej niż 1 milion złotych rocznie. Nowy operator będzie zarządzał zarówno Stadionem Miejskim w Poznaniu, jak również infrastrukturą towarzyszącą obiektowi. Trudne zadanie.
 
 
Wreszcie Warszawa. 
 
Tutaj kłótni jest najwięcej. Za budowę areny i przygotowanie instrumentów do zarządzania kompleksem sportowo - biznesowym, odpowiada Narodowe Centrum Sportu, spółka Skarbu Państwa, powołana przez Ministra Sportu i Turystyki. W czasie trwania EURO 2012 na Stadionie Narodowym zostaną rozegrane: trzy spotkania grupowe, mecz otwarcia wraz z oficjalną ceremonią, jeden ćwierćfinał i jeden półfinał. 
 
Na trybunach stadionu będzie 55 tysięcy miejsc dla kibiców. 
 
Stadion Narodowy w Warszawie to nie tylko arena piłkarska, ale ma to być także wielofunkcyjny obiekt, oferujący powierzchnie konferencyjne i biurowe, umożliwiający organizację imprez masowych, wydarzeń kulturalnych, koncertów czy wystaw. I to będzie bardzo trudne. 
 
Na inauguracji wystąpili odkurzeni z patyny polscy rockmani, ot zwyczajna chałtura. Na dobre już trwa kłótnia o płot okalający stadion. Urbaniści nie chcą się zgodzić na zagarnięcie miastu kilkunastu hektarów terenu. Stadionowe restauracje nie mogą trafić na poważnych dzierżawców. 
 
A przecież stadion to środek Warszawy, ścisłe centrum.
 
Przykłady niezadowolenia z operatorów tubylczych stadionów to dobre przykłady na udowodnienie tezy, że wybudować hula – hoop z murawą jest właściwie łatwo. Gorzej z dojazdowymi drogami, otoczeniem stadionów, utrzymaniem ich na plusie –  co właściwie jest niemożliwe.
 
 
Ale trwaj wzniosła futbolowa chwilo!  EURO za równe cztery miesiące. 
 
Wprawdzie w czerwcowej Polsce ma być mniej kibiców niż to prognozowaliśmy. Bardzo jednak  liczę przynajmniej na braci Czechów. 
 
Nawet jeśli po mistrzostwach mielibyśmy mówić zdaniem Greka Zorby w ostatnich kadrach słynnego filmu („Szefie, jaka piękna katastrofa”) warto przeżyć chwile do tej pory w Polsce nieobecne.
 
A następnie zrealizować we Wrocławiu kolejny ponadnarodowy pomysł: 
Światowe Centrum Impresjonizmu.
 
I sprzedanymi Monetami, Cezannami, Manetami, Pissarrami oraz Degasami odbić wszystkie poniesione straty. 
 
Zdzisław Smektała
bbd@bbd.pl
501 40 40 64



PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE


EuroDetektyw

  • Mężczyzna
  • Ostatnio zalogowany: 26.09.2011

Opis

Głowisz się, czy Wrocław zdąży przed Euro ze wszystkim? Nie martw się, EuroDetektyw trzyma rękę na pulsie!