Zaloguj się

Nie masz konta? Zarejestruj się


Szukaj pkt
pkt

Zdzisław Smektała: ACTA ad acta?

 
Zimowy Raptularz Zdzisława Smektały
 
Czwartek, 2 dzień lutego 2012
 
Aktorka Joanna Szczepkowska ogłosiła przed laty, w programie telewizji, w finale wolnościowych wyborów, w roku 1989, upadek komunizmu. Wszyscy wówczas pragnęliśmy dogłębnej zmiany scenografii: paszportów w domowej szufladzie, kolorowych telewizorów Sony, trendowych ubiorów Toma Tailora, plastikowych kart do bankomatu, hakowatej obecności płynnego Jacka Danielsa, polityków bez guana na markowych garniturach, słowem nowych kapitalistycznych bytów. 
 
Po dwudziestu latach z okładem wszystko to mamy wokół siebie w nadmiarze. 
 
Ale do Edenu wciąż, cholera, daleko. Dalej ciężko jest lekko żyć.
 
Chociaż właśnie z początkiem roku 2012 można skonstatować, że przewodnicy stad, kasta o nazwie politycy zmierza w stronę śmietnika. Za pieniądze podatników stworzyli sobie odległy od społecznych problemów obóz. I właśnie tam - żrą się wzajemnie w udziwnionym świecie barona Muenchhausena. Z błota wyciągają się ciągnąć własne (i rywali) włosy.
 
 
Można więc – z lekką emfazą – ogłosić wzorem Szczepkowskiej, że w 2012 roku skończył się czas bezkonkurencyjnej dominacji polityków. A zaczął się czas spienionych outsiderów, nieznanych dotąd szerzej kolegów Spartakusa.
 
Nie przywołuję teraz, dla potrzeb tego felietonu, wojowników globalnych. Tych co wrzucają przykładowo do Internetu tajne dokumenty Departamentu Stanu USA. Albo tych, którzy organizowali Arabską Wiosnę czy Hiszpańskie Lato. Skupię się ludziach działających blisko nas, prawie na wyciągnięcie ręki. Tych, którzy siedząc przed komputerami w wielkopłytowych mieszkaniach wielkomiejskich blokowisk - ucierają nosa administratorom nobliwych  rządowych portali, dokładają swoje jajcarskie treści na napuszone strony zawiadowców Polandii.  
 
Albo - strzelając z palca - dezorganizują ogólnie przyjęte obyczaje. 
 
Jak na przykład Łukasz Jasiński z pobliskiego Brzegu Dolnego, który w proteście przeciwko wysokim cenom benzyny potrafił zmobilizować w elektronicznej przestrzeni tysiące zdesperowanych kierowców. 
 
Zdezorganizował w ten sposób ruch na drogach w całej Polsce. W wielu miastach naszej Zielonej Wyspy kierowcy (liczeni w tysiącach właśnie) blokowali szosy i benzynowe stacje (tankowanie 1 litra benzyny, itp.). A przecież greenhorn Łukasz Jasiński nie miał za sobą wypasionych związkowych bojówkarzy z oponami i butelkowaną benzyną. Nie miał flag zurzędniczałej Solidarności, nie był w końcu Lechem Wałęsą. 
 
Miał za to komputer, Facebooka i pomysł na zrobienie rządzącym kuku.  Jego facebookową inicjatywę „Stop wysokim cenom paliw w Polsce” obejrzało i uskuteczniło tysiące użytkowników. 
 
 
Podobne obywatelskie działania outsiderów obserwować można również u naszych południowych sąsiadów. W kraju Havla, Kundery i Haszka też biorą się za rządzących. Rośnie tam sprzeciw wobec rządu premiera Petra Neczasa oraz prezydenta Vaclava Klausa. Niezależne grupy obywateli powołały do życia wspólny ruch o nazwie "Inicjatywa Holeszovska". Czy bastionem tak zwanych statystycznych Czechów są okolice historycznego mostu Karola, Hradczany albo słynna praska uliczka Celetna? Nie.
 
Ruch powstał w czeskim Brzegu Dolnym, czyli w urokliwym, pełnym piwiarń miasteczku Holeszów na Morawach. Tam, dzięki Facebookowi i innym internetowym kontaktom autorów inicjatywy, udało się zorganizować w Pradze kilkusetosobowy założycielski zjazd. 
 
 
Pod hasłem:  "Wstydzę się za rząd i prezydenta - żądam ich dymisji".
 
Zwolennicy ci roztropnych rządów żądają powołania nowego gabinetu, składającego się z niezależnych fachowców, wstrzymania narzuconych prze Unię reform socjalnych i społecznych, żądają odstąpienia od miliardowych odszkodowań dla kościołów i związków wyznaniowych. Także zrezygnowania z udziału w układzie ACTA, który według Inicjatywy ogranicza wolność w Internecie. Rozdali już 10 milionowemu narodowi pół miliona ulotek z programem chłopaków (i dziewczyn) z Holeszowa.
 
Jeśli nie chce się wyhodować kogoś kuriozalnego, na kształt Adama Hofmanna, rzecznika PiS, nie trzeba partyjnych struktur, państwowych pieniędzy, napompowanych haseł „przekonujących” jak narodowi zrobić dobrze.
 
Nie trzeba tych staroświeckich narzędzi szczególnie wśród tych - posługujących się elektronicznymi narzędziami. Narzędziami, wśród których młodzi Polacy są doskonali.
 
 
Kilka tygodni temu Marcin Rędziński, uczeń III klasy Technikum Elektronicznego w Połańcu  zwyciężył w dużym międzynarodowym konkursie informatycznym IT Junior Open 2011 - rozegranym na Słowacji, w Bańskiej Bystrzycy. 
Inny młody wilczek, Marek Cygan, student Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, zwyciężył w globalnym turnieju programistycznym Google Code Jam. 
 
Często od naszych uszu wpadają takie miodowe informacje o zdolnych rodakach. 
 
Nie dziwię się więc oporowi przeciwko podpisaniu przez Polskę restrykcyjnych umów ACTA. Chodzi bowiem (jak wszystkim kowbojskim użytkownikom Internetu) niekoniecznie o baczenie na certyfikaty i zezwolenia, o przestrzeganie prawa. Ale także (przede wszystkim?) o bezpłatne, bez licencyjne  korzystanie z dobrodziejstw cyberprzestrzeni.
 
Stąd ta wszędobylska maska autorstwa Guya Fawkesa, spopularyzowana przez film "V jak Vendetta", maska symbol ruchu hakerów Anonymous. A teraz także głupkowato podszywających się niszowych polityków.
 
 
Przypomnijmy, że ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA, do którego ma dołączyć UE. 
 
Jego nazwę można przetłumaczyć jako "porozumienie przeciw obrotowi podróbkami", dotyczy jednak ochrony własności intelektualnej w ogóle, również w Internecie. 
 
 
Zdaniem totalnych obrońców swobód w Internecie może prowadzić to do blokowania różnych treści, do cenzury - w imię walki z piractwem.  Czy na przekór tej „zamordystycznej” iskry rozgorzeje w odwecie płomień absolutnej wolności? 
 
Nie sądzę. 
 
Aktualną ruchawkę młodziaków zniweluje, wygasi odległy czas. Czas potrzebny do końcowego podpisania papierów ACTA - co moim zdaniem nie nastąpi w ogóle! 
 
Wszak staroświeckie zwroty: copyright, licencja, prawa autorskie - w zderzeniu z rzeczywistością tracą na znaczeniu z każdym mijającym dniem. A legislacja ACTA zajmie kilka najbliższych lat.
 
Ale outsiderów przeciwstawiających się skostniałym porządkom na pewno nigdy nie zabraknie. Kończąc dzisiejszy felieton myślę, że nasz coraz bardziej słynny portal mógłby uhonorować wyższym stopniem jednego z pierwszych w Polandii rozumnych buntowników i happenerów jednocześnie.
 
 
Awansowałbym – jeszcze przed EURO 2012 - do rangi pułkownika, mojego starego koleżkę, facecjonistę wychowanego w Toruniu pod skrzydłami… ojca dyrektora Rydzyka. Awansowałbym do rangi pełnego pułkownika obecnego majora Waldemara Andrzeja Fydrycha. 
 
Trudno w to uwierzyć, ale ten krasnoludkowy przywódca przeistacza się (podobnie jak ja) w starego wkurwionego trepa. Niebawem skończy, uwaga, 60 lat!
 
Czy zatem prekursor wolnościowych ruchów, ojciec Pomarańczowej Alternatywy oraz setek rozsianych po Wrocławiu krasnoludków nie powinien awansować na wyższy stopień? Ależ tak!
 
 
Gdyby prezydent Rafał Dutkiewicz nadał mu (z poręki portalu Wroclove 2012) tytuł pełnego dyplomowanego pułkownika może Wrocław otrzymałby prawo do Mistrzostw Świata Krasnali We Wszystkim. Ja zajmę się organizacją. Howgh!
 
Zdzisław Smektała
501 40 40 64
bbd@bbd.pl
 
Fotografie: Zdzisław Smektała
 
 



PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE


EuroDetektyw

  • Mężczyzna
  • Ostatnio zalogowany: 26.09.2011

Opis

Głowisz się, czy Wrocław zdąży przed Euro ze wszystkim? Nie martw się, EuroDetektyw trzyma rękę na pulsie!