Zaloguj się

Nie masz konta? Zarejestruj się


Szukaj pkt
pkt

Everybody Needs Somebody!

 
Zimowy Raptularz Zdzisława Smektały
 
Czwartek, 22 dzień grudnia 2011
 
Ludności Przedświąteczna i Zagoniona Rozpasanym Konsumpcjonizmem!
 
 Stawiam się, by się Wam bożonarodzeniowo pokłonić. Aby w te mistyczne dni być razem z wrocławską (i nie tylko) publicznością.
 
Przebywanie w przyjaznej gromadzie to - w dzisiejszych zatomizowanych czasach - fakt przyjazny i podszyty nostalgią. Taka wspólnota, na przykład na nowym miejskim stadionie (dla mnie to zawsze będzie Czapka Taliba), dawała ozdrowieńcze rezultaty. 
Do dzisiaj – gdy dają w telewizorze publiczne anonse ze stadionu - rozmówcy łkają wspólnotowo. Czy są to wspomnienia z koncertu George’a Michaela, z walki boksera Adamka – zagadywana ludność w superlatywach (najczęściej) opowiada o naszym stadionie, panującej tam atmosferze. A wraz z wiosną, a potem z EURO 2012 emocje dojdą do wrzenia. A to już tylko 169 dni!
 
Ten dzisiejszy przedwigilijny dzień trącił mnie też myślą o ludziach (osobliwie kobietach) panujących nad tłumami – ale z moich obserwacji  - gdy gasły światła reflektorów – samotnych.
Silnie myślę tutaj o odeszłej właśnie Violetcie Villas. Ale także o nieobecnych od jakiegoś czasu Karin Stanek i Mirze Kubasińskiej. Los zetknął mnie z tymi gigantkami tubylczej piosenki osobiści. Na własne więc oczy mogłem je obserwować z bliska.
 
Malowana Lala – Karin Stanek
 
Karin Stanek – moją wielką rokendrolową Idolkę z lat szczenięcych poznałem osobiście gdy organizowałem i reżyserowałem wielkie masowe imprezy na 1000 – lecie Wrocławia. Do naszego miasta Malowaną Lalę (która wcale lalą nie była) przywiozła z Niemiec, zaprzyjaźniona menadżerka Ania Kryszkiewicz, jej wieloletnia przyjaciółka 
 
Karin Stanek od początków kariery, od debiutu piosenki Jimmy Joe w roku 1962 (!!!) – za chwilę będzie 50 lat popularności tego evergreenowego utworu – zawsze wdawała mi się twardą Ślązaczką paradującą w czarnych dzwonach. Zdecydowaną, pyskatą, hardą. Pochodziła wszak z rodziny górniczej mieszkającej w Bytomiu. Urodziła się w roku 1943 lub 1946 - źródła nie są zgodne. Po ukończeniu obowiązujących siedmiu klas szkoły podstawowej zatrudniła się jako goniec w Przedsiębiorstwie Instalacyjnym Przemysłu Węglowego. W tymże 1962 wygrała konkurs Czerwono - Czarni szukają młodych talentów i została wokalistką tej popularnej grupy. Występowała z nią do roku 1969. Występowała na festiwalach w Sopocie (1962 i 1964) i w Opolu (1963-1966), gdzie została wyróżniona m.in. za wykonanie piosenek Jedziemy autostopem i Chłopiec z gitarą. W 1976 roku wyjechała do Niemiec. Odeszła w lutym 2011 roku - zapalenie płuc.
 
We Wrocławiu, podczas imprez na Rynku (kilkadziesiąt tysięcy ludzi) – Pożegnanie Lat 60. - też była dzielną wyzwoloną kobietą. Nakazała, by w finale brawurowo wykonywanych, kultowych piosenek oblewać ją zimną wodą. Bym za każdą odsłoną dynamicznego koncertu zapowiadał ją dynamicznie, bojowo. Na scenie wyginała się niczym wąż, szpagatowała, skakała frygowato, była śpiewającym nieokiełznanym orkanem. 
 
Niemal 60 - letnia kobieta wciąż trwała w nimbie nastolatki z zespołu Czerwono-Czarni. Wciąż warkoczami, białą bluzką, czarnymi spodniami i wielką gitarą utwierdzała tysiące napalonych fanów, że czas nie idzie do przodu, zawsze ma się 18 lat.
 
Ale zgasły reflektory, publiczność przerzuciła entuzjazm na kolejnego występującego artystę – Piotra Szczepanika. Siedziałem w namiocie - garderobie ze zdyszaną, wyczerpaną Karin. Gratulowałem jej scenicznej nawałnicy. Ciężko oddychała. Z twarzy zniknął ogień, szał. Wzięła mnie za dłoń i miękko, by nie napisać prosząco, powiedziała – Panie Zdzisławie, niech pan posiedzi tutaj ze mną, nie chcę być sama.
 
Potwierdziłem wówczas upartą myśl, że sława i reflektory to jedno. A miąższ codziennego życia to drugie. Ścisnąłem dłoń artystki, pokłoniłem się w ten sposób poscenicznej sytuacji.
 
Mira Kubasińska (Marianna Nalepa)
 
Urodzona 8 września 1944 w Bodzechowie, zmarła 25 października 2005 w Otwocku. Była wokalistką bluesowo - rockowego zespołu Breakout, żoną Tadeusza Nalepy. W roku 1963 wraz z Tadeuszem Nalepą występowała na II "Festiwalu Młodych Talentów" w Szczecinie. Sławę zdobyła podczas występów z zespołem Blackout (od roku 1965), przekształconym następnie w grupę Breakout. Jej największe i najbardziej znane przeboje pochodzą z pierwszej płyty grupy Breakout, zatytułowanej  "Na drugim brzegu tęczy". Były to: Na drugim brzegu tęczy, Poszłabym za tobą, Gdybyś kochał, hej. Po rozwiązaniu grupy w 1982 Kubasińska wycofała się z estrady, okazjonalnie pojawiając się na wspomnieniowych imprezach muzycznych, jak np. Old Rock Meeting w Operze Leśnej w 1986 i 1987 roku. Od 1994 roku stale współpracowała ze szczecińskim zespołem After Blues. W październiku 2005 trafiła do szpitala, odeszła na udar mózgu. 
 
 
I w tymże 2005 roku (w maju) przyjechała do mnie, do Wrocławia, na festiwal Blues Brothers Day. Przyjechała solo, pociągiem z Otwocka. Ubrana w dżinsowo marmurkowo wytarty strój – podobny tym, jakie często noszą polscy robotnicy budowlani pracujący w Niemczech. Nie przypominała zbuntowanej bluesmanki śpiewającej wciąż popularny song Poszłabym za tobą, czy inne utwory Tadeusza Nalepy. Była jakby speszona, z lekka zagubiona. Towarzyszące jej trio – After Blues -  pojawiło się tuż przed występem. Przyjechali autem z innej części Polski. Dlatego przed publicznością wystąpili bez próby, z marszu niejako. 
 
Festiwalowy występ Miry Kubasińskiej w Teatrze Polskim - już przebranej w sceniczny strój - był wielkim sukcesem. Wrocławska publiczność uhonorowała artystkę owacją na stojąco. Ludzie (w szczególności kobiety) miały na twarzach rozrzewniające łzy, w myślach publiki jawiła się przemijająca młodość, chwile, które wpadły w otchłań minionego czasu. Na widowni i na scenie trwała frenetyczna wspólnota.
 
 
I znowu reflektory zgasły. Ludność oglądała następnego artystę – czarnoskórego Amerykanina – był klonem Jimiego Hendrixa. A ja wypłacałem w garderobie milczącej stygnącej z emocji Mirze - należne honorarium. Kubasińska przebrała się w swój trywialny, lekuchno marmurowy uniform. Odprowadziłem ją do służbowego wyjścia z teatru. Pożegnaliśmy się, musiałem wrócić do pracy.
Mira samotnie szła ulicą Bogusławskiego, wzdłuż kolejowego wiaduktu, wprost na stację Wrocław Główny. Nie obejrzała się aby pomachać ręką na pożegnanie. Jej sylwetka malała. Jeszcze przed chwilą wbijała zachwyconą publiczność w fotele. Teraz stawiała kroki szarości. 
 
A ja znów doznałem czyjejś samotności, kaprawego losu przedzierzgniętego z dni sławy i aplauzu w kolejowy bilet drugiej klasy. 
 
 
Violetta Villas (Czesława Maria Cieślak, albo Gospodarek, albo Kowalczyk).
 
Urodzona 10 czerwca 1938 w Heusy. Zmarła 5 grudnia 2011 w Lewinie Kłodzkim. Śpiewaczka raczej niż piosenkarka, odtwórczyni arii operowych, takoż operetkowych. Aktorka,filmowa, teatralna i rewiowa, kompozytorka, autorka tekstów. Jej głos był charakteryzowany jako sopran koloraturowy o rozszerzonej skali. Miała słuch absolutny, grała na fortepianie, puzonie oraz skrzypcach. Przez wielu uważana za legendę polskiej muzyki. W prasie francuskiej i amerykańskiej określana jako "głos ery atomowej" oraz "biały kruk wokalistyki światowej". Przez kilka dekad polski symbol seksu. Mówiła biegle po francusku i rosyjsku. Odniosła w świecie wiele znaczących sukcesów (Las Vegas, Paryż, Londyn, Moskwa i jeszcze wiele innych stolic i miast).
 
Na Violettę Villas miałem pomysł szatański. Zaprosiłem ją na BBD aby zaśpiewała …. Bluesa!
 
Na początku musiałem dzwonić do artystki grubo ponad sto razy. Nagraną w telefonie modlitwę znałem już na pamięć, kiedy udało się wreszcie nakłonić Vielką Violettę na udział w bluesowym festiwalu. Przyjechała. Aby zwiększyć feeling pieśniarki podnająłem jej za partnera greckiego wokalistę o bizantyjskim głosie – Jorgosa Skoliasa. 
 
Violetta pachniała talkiem i prewencyjną nieufnością. Za każdym rogiem  widziała podstęp i zdradę. Ale na czas festiwalu się polubiliśmy. 
 
Występ ze Skoliasem (interpretowali bluesowo jej największe hity) skończył się wariactwem. Publika, z innej przecież chicagowskiej planety, przez kilkadziesiąt minut trzymała Divę na scenie. Domagała się bisowania w nieskończoność. 
 
Aby wariactwo zakończyć (inni artyści czekali w kolejce) musiałem ogłosić przymusową przerwę. 
 
VV miała do mnie żal bezbrzeżny. Rzadko mam teraz takie oklaski w mojej samotności. 
 
Ale mi wybaczyła. Przekazaliśmy sobie znak pokoju.
 
Trzy Zajmujące Talentem Kobiety
 
Te trzy wyjątkowe kobiety przywołałem w czas tuż przedświąteczny, by kolejny raz utwierdzić publikę, że warto być w wigilijny czas razem, wyrzucić do pawlacza fanaberie i dąsy. Każdy przecież potrzebuje miłości. Dlatego załączyłem dzisiaj „kolędę” z jednego z festiwali BBD. 
 
Gang Olsena gra i śpiewa dla Wszystkich o potrzebie wspólnoty! Posłuchajcie kawałek:

Świąt jakie sie wam śniły po nocach życzy
Zdzisław Smektała
bbd@bbd.pl
501 40 40 64

 



PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE


EuroDetektyw

  • Mężczyzna
  • Ostatnio zalogowany: 26.09.2011

Opis

Głowisz się, czy Wrocław zdąży przed Euro ze wszystkim? Nie martw się, EuroDetektyw trzyma rękę na pulsie!